27th
lut
Posted by in Biznesowa
Pracę jako projektant domów rozpoczęłam bardzo dawno temu. Od zawsze reasumując pociągały mnie takie sprawy. Nie było chyba takiej chwili gdy nie chciałabym czegoś zmieniać, projektować, rysować, ustawiać. Pamiętam też ze szczegółami konkurs, w którym wzięłam udział i mogłam spełnić swoje plany. Chodziło o projekty domów drewnianych. Trzeba było przygotować go z niespotykaną dokładnością i sumiennością. Nie wahałam się ani chwili, bo zdawałam sobie sprawę, że może to być zwieńczenie moich pragnień a właściwie droga w kierunku ich wypełnienia. Nagrodą bowiem było stypendium dwuletnie do Włoch, gdzie pod okiem sławnych włoskich architektów uczyłabym się prawdziwej sztuki i architektury. I los chciał, że opracowałam te nieszczęsne projekty domów jednorodzinnych i dostarczyłam je na konkurs. Zdradzę skrycie, że prawie nikt we mnie wierzył. Rodzice zamiast mnie wspomagać mówili mi, że rzucam się z motyką na słońce a znajomi sugerowali, że jest to konkurs o randze światowej tak więc moje szanse są liche. Aż tu nagle przyszedł dzień efektów. Konkurs miał za zadanie wyłonić dwanaście najlepszych projektów domów. Na ceremonię rozdania zaproszono mnie na piśmie, ale oczywiście nie było mowy w tym zaproszeniu, że wygrałam. Była tylko data, miejsce i prośba o przybycie, bo po wręczeniu nagród można porozmawiać z wybitnymi architektami i obejrzeć specjalną [galerię prac|wystawę} przyszykowaną na tę okazję. Postanowiłam, że nic nie stracę jeśli tam pojadę, ale sądziłam, że moje notowania są nikłe. Kiedy czytali wyniki miałam przyspieszone tętno. Wyczytali mnie na siódmej pozycji i czułam, że serce utknęło mi w gardle.
Tagi: dwa, wynik
Sorry, comments for this entry are closed at this time.